Zacznijmy od tego, że jestem prześladowana przez Karima Rashida. W wolnej chwili wyskoczy mi chyba z lodówki.
Ale od początku. Woda. Zasadniczo to nie kłopot, jeśli mamy pod ręką sklep i przynajmniej parę złotych w kieszeni. Maszeruję po parkach, więc wiem, że to nie takie proste. Po pierwsze mam defekt- zawsze mam wszystko na karcie i zazwyczaj wala mi się parę złotych po torebce, ale NIGDY wtedy, kiedy jest potrzeba. Po drugie… ojj nie tak łatwo kupić wodę. Zatem butla do bebecarowego wozu jaśnie pana T.
I weź pamiętaj, żeby kupić nową. Ehh.
Mam jednak bardzo praktyczną koleżankę. Jest dla mnie guru w kwestiach codziennego ułatwiania życia. Zatem Praktyczna B. wyciąga z  torby butelkę, ot zwykła, tylko z jakimś filtrem. Pierwsza myśl- ja już gdzieś o tym czytałam. Druga myśl- czyli to jednak praktyczne?
No okazało się, że tak. Praktyczna B. zaczęła zachwalać, że wodę czyści, że nie zawsze się da wodę nabyć, a tak nawet kranówkę oczyści. Minus? Butelka trochę pożółkła i trzeba wymienić dla estetyczności.
Butelka ma wymienny filtr węglowy, który oczyszcza przepływającą przez niego wodę. Została zaprojektowana w Stanach Zjednoczonych w 2010 roku przez Move Collective. Małżeństwo (właściciele firmy), które wymyśliło ten sprzęt działało z myślą o środowisku. 1 filtr czyści do 150 litrów wody.

Cena ok. 50 zł