Co jakiś czas tak sobie gdzieś wypadam. Wpadłam w sidła KME w zeszłym miesiącu. I co?
Pierwsze spotkanie było bardzo miłe, a na drugim… Na drugim rozpoczął się terror 🙂 Zaprosili mnie do pieczenia bułek w Theromixie. I taki zerk na mnie, że nie wypadało odmówić. Było to o tyle zabawne, że przypadkowo nie wzięłam okularów, a przepisy, dla wygody, są na małych karteczkach. Komedia. Panie się trochę pośmiały 🙂

Zatem wtopa na wstępie.
Jesteśmy gadatliwe. Nie szło usiedzieć w ciszy, bo w sumie miło spotkać znajome twarze (osiągnęłam level, w którym łącze już niektóre mamy z ich blogami, ale o tym będzie kolejny wpis).

Mnie wciągnął Boomerang z Leniuchowem. Tę bajkę oglądał kiedyś 9letni. Jest kolorowa i dynamiczna, więc nawet ten wulkan energii usiadł na pupie, żeby pooglądać. To fajny pomysł.

Popatrzyłam też na kosmetyki BioBella, ale przyznam, że bałam się spróbować, bo przy takich „balach” ze skórą właściwie nie zdradzam tych zapisanych przez lekarkę. Wiernam jak pies.
Najcenniejsze to jednak szkolenie głowy. Mama- blog, blog-Mama, Mama-Dziecko, Dziecko-Mama. Ćwiczę.

Pozdrawiamy miłą parę w tle 🙂