Najprościej byłoby odpowiedzieć: „to, co zwykle” i zakończyć temat. Karmić, ubierać i dbać o rozwój. Kompletnie nie rusza mnie rozpoczęta już jakiś czas temu dyskusja o posyłaniu maluchów do szkoły – pisze w gościnnym wpisie o tym co zrobić z sześciolatkiem Anna Golas, autorka bloga skarzypyta.blox.pl

Jeśli dziecko jest między rówieśnikami już trzeci rok w przedszkolu, to naturalnym krokiem zdaje się posłanie go do szkoły. Jeśli świetnie radzi sobie w zerówce, zwanej czasem dla niepoznaki grupą Wiewiórek, to jaki jest sens powtarzać ten sam materiał w szkolnej klasie „0”?

Dlatego ja nie mam większych wątpliwości. Pierwsza klasa to od kilku miesięcy nasz temat dyżurny na przedszkolnych zebraniach i na większości rodzinnych imprez. A od września stać ma się codziennością.

Nie widzę powodu, by na siłę zatrzymywać moje dziecko kolejny rok w zerówce.
Dialog sprzed kilku dni, po powrocie z przedszkola:
– Mamo, a pani zabroniła mi robić zadania w książce.
– Dlaczego?
– Bo zrobiłam już wszystkie zagadki, które trzeba było, a dzieci jeszcze robiły. Nudziło mi się, ale pani nie pozwoliła mi robić kolejnych.

To jest dla mnie argument ZA szkołą. Przeglądałam karty pracy, jakie dzieci wypełniają w grupie. Zagadki, zadania, labirynty, odnajdywanie różnic między obrazkami. Łatwiejsze i trudniejsze, jednak większość mniej skomplikowana niż książeczki z łamigłówkami, które mamy w domu.

– Czasem jeszcze nie zdążę przeczytać dzieciom polecenia, a pani córka już przychodzi z rozwiązanym zadaniem – poinformowała mnie ostatnio wychowawczyni.
Szkoła powinna dostarczyć dodatkowych wyzwań. Chciałabym, żeby jak najdłużej nauka była frajdą.

A tak poza wszystkim, myślę bardzo praktycznie. Jeśli przynajmniej część rodziców zostawi swoje 6-latki w zerówkach, to do pierwszej klasy pójdzie tylko część dzieci z rocznika 2010. Plus siedmiolatki, które z jakiegoś powodu zostały na ten rok w zerówce. Mam nadzieję, że dzięki temu moje dziecko nie będzie musiało aż tak bardzo walczyć o miejsce w przyzwoitym gimnazjum, liceum czy na studiach. Mniejszy rocznik to wiele plusów.

Znajomi pytają czy się nie boję, że duża szkoła, nikt nie przytuli, nie da dodatkowego kwadransa na zjedzenie obiadu. Że ciężki tornister, zadania domowe, a na korytarzach wyrostki ze starszych klas. No i przecież te szkoły wciąż nieprzygotowane…

O braku przygotowania szkół słyszę od lat. Nie mogą być gorzej przygotowane niż moja własna podstawówka wiele lat temu na mnie i moje 7 lat. A później na moje 6-letnie siostry. W końcu minęło parę dekad (jak to brzmi!).

Tak czy inaczej, nie ma co siać paniki. Zakładam, że trafimy na miłą i kompetentną szkołę, jednak bardziej przygotowaną niż nie. I na sensownych nauczycieli. I jakoś poradzimy sobie z największym problemem, jaki mojej 6-latce spędza sen z powiek:
– Mamo, ja nie chcę iść do szkoły.
– Dlaczego?
– Bo ja się boję, że żadna moja koleżanka z przedszkola tam nie pójdzie.