Kiedy kawaler, były premier, policzył mi ile kosztuje dziecko… Zaśmiałam się.  Prezes Kaczyński podliczył ile kosztuje, według niego, przeciętne dziecko. 

Nie żyję ponad stan. Nie wyrzucam pieniędzy przez okno, ale głodem tez nie przymieram. Dziecko ma swój kilkunastometrowy pokój, wspaniałe zabawki, kredki, wyjścia, imprezy i zajęcia dodatkowe. Je tyle, ile inne dzieci w jego wieku – musi mieć siły, żeby rosnąć, bawić się, rozwijać. Mieszkamy w Warszawie. Niby nic, ale jednak wszystko kosztuje. Według tego, co przeczytałam w ostatnim Pulsie Biznesu chyba wydaję jednak za dużo…

Cytując pb.pl, Kaczyński powiedział:

Według przytoczonych przez prezesa PiS danych, w Polsce przeciętnie rodzina wydaje 180 tys. zł na utrzymanie dziecka do 18. roku życia. Jak mówił, pieniądze z programu 500 plus to prawie dwie trzecie tej kwoty. „To jest naprawdę dużo. Dla wsi, a to są przecież tereny, gdzie mieszka znaczna część ludności, będą to większe środki niż z dopłat do hektara i dopłat z Unii Europejskiej. To jest naprawdę coś bardzo, bardzo dużego” – powiedział Kaczyński do uczestników spotkania w Augustowie.

Wnioski dla matki:

1. Szał! Moje dziecko jest warte więcej niż hektar z dopłatami z Unii Europejskiej! Czułam, że należy iść w dziecioróbstwo, a nie na ciągnik. Sukces.

2. 500 zł to 2/3 kwoty. Serio? Utrzymanie dziecka tyle kosztuje? do 18. roku życia? JAK?
To pytanie całkiem serio. Ja nie umiem. Samo przedszkole to około 300 zł (w tym około 180 zł za jedzenie). I to państwowe przedszkole. Tak państwo wspiera, że daje mi na zapłatę przedszkola 🙂 Fajnie. Rozumiem, ze za resztę Pasożyt je i śpi i się ubiera? Poproszę o jakieś szkolonko w stylu „jak to się robi?”.

Mało zdolna ze mnie matka.
500 złotych miesięcznie przez 12 miesięcy przez osiemnaście lat to 108 tysięcy. W takim ujęciu 2/3 kwoty się zgadzają. Ale to oznacza, że miesięcznie rodzina wydaje na dziecko 833 złote. Paczka pieluch – 50-80 zł. Jedzenie w zależności od wieku 100-400 zł. A meble? A wyprawka? A ubrania, z których wyrasta co kilka miesięcy? Kosmetyki, lekarstwa, o zbytku typu zabawki nie wspominając.

Jak policzyło MillwardBrown na zlecenie Biura Informacji Kredytowej, średnio dziecko kosztuje 607 zł miesięcznie (w zależności od wieku). W tym wypadku 500+ to prawie cały koszt utrzymania dziecka. Ale czy na pewno?

image_gallery

A gdzie koszty mieszkania? Gdzie koszty prądu, wody i pozostałych mediów, śmieci? Co z wydatkami związanymi z praniem, sprzątaniem, którego, jak wszystkie matki wiemy, jest dużo więcej przy naszych małych huraganach?

To się tak tylko mówi, ale dziecko dziecku nierówne. Nie każdy ma takie same jelitka, niektórzy radzą sobie lepiej, inni gorzej z trzymaniem moczu. Co więcej, dziewczynki pod tym względem mają gorzej niż chłopcy, bo jak mawia klasyk: chłopcy mogą po prostu strząsać*. Podobno z resztą zużywają więcej papieru toaletowego. Ale jako Polacy i tak jesteśmy oszczędni:

Statystyczny Polak rocznie zużywa 2,5 kilograma papieru toaletowego, a to czterokrotnie mniej niż przeciętny mieszkaniec zachodniej Europy.

Ale wyjdźmy z tematów rzadkich i twardych. Tymek ma 3 lata. Powinnam średnio wydawać 18 złotych miesięcznie na dodatkowe zajęcia. Przykładowo, godzina pływania na basenie obok nas – 10 zł za godzinę. Oczywiście bez nauczyciela, samo wejście. Podczas ferii w Wiśle za godzinę lekcji jeżdżenia na nartach (instruktor, sprzęt, przejazdy) zapłaciłam 110 zł. Czyli 10 miesięcy posuchy, żeby raz wsadzić narty na nogi.

Ale zapytajmy może praktyków. Na blogu Wolnymbyć znalazłam obliczenie, że pierwszy rok dziecka to ok. 250 zł miesięcznie. Ale bez pieluch jednorazowych. Ale z górą prezentów. Ale bez kosztów przed urodzeniem dziecka: prawie 1850 zł (nie licząc darów losu, prezentów itd.), znów bez kosztów zwiększonych wydatków np. na pranie tetrowych pieluch. Leczenie tylko przez NFZ. Brak opiekunek, bo matka na macierzyńskim (czyli etat, luksus!) lub babcia. Krótko mówiąc – można absolutnie na dziecku oszczędzić. Szczególnie na szczepieniach. Po co dawać heksę, skoro można dziecko kłóć za darmo 6 razy? Rodziców to nie boli 😉 Najgorzej, jeśli Twoi znajomi i rodzina nie mają dzieci w podobnym wieku – szans na „spadkowe” gadżety i ubrania nie ma.

Co jeśli jednak pracujemy na swoim albo zleceniu i babcia nie mieszka pod ręką? Opiekunka albo żłobek to konieczność – dodatkowych kilkaset złotych miesięcznie. A nie daj Boże samotną matkę, która znikąd wsparcia. Mnie to nie dotyczy – wsparcia szczęśliwie dużo, ale jakieś dwa miliony kobiet – i może owszem. Co szósta Polska rodzina to 1+1 – ile z nich może liczyć na pomoc?

Centrum Adama Smitha wyliczyło, że do 20 roku życia wydamy na dziecko 176 tysięcy. Poradnikinwestowania.pl przedstawił inne wyliczenia:

  • około 10 tys. na dzień dobry
  • potem 14 tys. rocznie do 5 roku życia (70 tysięcy)
  • dziecko rośnie, wydatki też – od 7 roku życia będziemy wydawać ponad 15 tysięcy na rok, czyli ze 215 tysięcy do 20 roku życia

w sumie prawie 300 tysięcy. To jest bliższe prawdzie.

A gdzie w tym wszystkim ciąża i poród? To też jest koszt związany z dzieckiem. Nie każda matka może pracować stojąc na „ostatnich nogach”. Nie każda rodzi naturalnie i bez znieczulenia w naszych wspaniałych, polskich szpitalach. O tym jak różnie bywa – chyba doskonale wiecie. O kosztach ubrań ciążowych, lekarstw itd. nawet nie wspominam.

Żeby wszyscy zdrowi byli! Ale niestety tak się nie dzieje. Pierwsze miesiące w przedszkolu poskutkowały od razu tygodniami chorowania. Możemy leczyć się naturalnie lub lekami. Niezależnie od drogi – wydatki rosną. A choroby przewlekłe? Możemy czekać na lekarzy – czasem nawet kilka miesięcy czy lat albo wydać kilkaset złotych na ubezpieczenie lub 80-170 zł na pojedyncze wizyty.

 

Krótko mówiąc – dobrze, że zamiast orki mam dziecko, ale 500 złotych to mniej więcej koszt przedszkola i pieluch. Szału nie ma. Szczególnie, że trzeba zarabiać mniej niż 800 zł miesięcznie lub mieć więcej niż jedno dziecko. Chociaż kolejny szkrab jest 80% tańszy niż pierwszy – 500 zł niejako dzielimy na pół. Przecież trudno kupować coś jednemu dziecku, a drugiemu nie, prawda? A jeśli z ojcem nie prowadzimy wspólnego budżetu, a obojgu przysługuje 500 zł – dzieli się je według czasu zajmowania się dzieckiem. Samotne, biedne matki dzieci ojca, którego „fiut ponosi” dostaną zazwyczaj 250 zł na dziecko. Na co to ma starczyć? Na waciki?

 

Myślę, że temat najlepiej podsumuje jeden z moich ulubionych kabaretów:

* z kolei mój kolega mawia: możesz strząsać dwa tygodnie, kropla i tak wejdzie w spodnie