Funkcjonujemy w labiryncie norm społecznych. Ogólna norma mówi: ślub, dzieci. Ta norma się trochę zmienia. Obecnie „kocie łapy”, konkubinaty, nie lądują w kółko na jedynkach gazet z opisem, kto kogo zarąbał siekierą. Już nie czuć obciachem. Choć pełnego komfortu to jeszcze nie ma.

Zatem, kto ma prawo mieć dzieci? Pełnoletnia osoba, najlepiej po ślubie. I tyle. Jak mało trzeba, żeby móc mieć dzieci!! Nam dzieci pozwala mieć biologia.*

Technicznie możesz i według państwa jesteś pełnoletnią – szalej.

I tak mamy dzieci, których rodzice się nimi nie interesują, które sprawiają kłopoty wychowawcze, które są zaniedbane. Nie zawsze jest to forma patologii. To często zwyczajna nieumiejętność i niedojrzałość. A może też trochę niechęć? To może złe przykłady z domu rodzinnego, a też może ich brak? I pamiętajmy, że zaniedbanie to nie tylko brudne ciuchy, w których pójdzie się do szkoły. To zaniedbanie widać. Szpanerskie baletki, najładniejszy plecak w różowe „coś tam”, to trochę za mało. Sama piszę o gadżetach i wiem, że czasem to jest zwyczajnie fajne kupić coś oryginalnego dziecku. Ale to nie jest sedno. Bo potem stoi taki pięcioletni chłopiec w windzie z krzyczącym tatą… i widać, ze to tatuś nie udźwignął poranka. Zdarza się. Ale jemu nie jest głupio. Patrzy z zadowoleniem na mnie, bo ustawił gówniarza. Pierwszy raz zwróciłam dziś uwagę obcemu, dorosłemu człowiekowi. I wcale nie wiem czy zrobiłam dobrze.

Pamiętam też dziewczynkę z prawej strony Wisły. Jeździłyśmy jakiś czas razem autobusem. Miałam ją ochotę ubrać i uczesać… Sama w tym autobusie… na oko pierwszoklasistka… z przesiadką (jeszcze wtedy metro budowali i nam utrudniali drogę) w markowych ciuchach, które były o rozmiar za małe – jak sądzę, nikt w domu nie zauważył. Ludzie nie mają czasu dla dzieci. One są w domu, bywają grzeczne i muszą się słuchać. I z takich wyciętych pod linijkę mają być potem kreatywne ciekawe nastolatki? 🙂

Bycie rodzicem wymaga stawiania granic i popychania w ciekawych kierunkach. Od nas zależą te kierunki i granice, a także to czy nasz maluch udźwignie stwierdzenie „zrobisz jak uważasz… „. Tu pozdrawiam swoją Mamę, mistrzynię tych właśnie słów! 🙂 Ile te słowa wtedy ważyły! A dziś sobie myślę: ileż Mama miała odwagi!

Spełnienie nawet minimum zadań rodzica stanowi, dla niektórych, nie lada wyzwanie. A skoro tak, to może nie każdy powinien mieć dzieci?

Nie dziwię się zajęciom „przygotowanie do życia w rodzinie”. Powinny być obowiązkowe, a nie są. Powinny być lalki, którymi dzieci się zajmują jak niemowlakami… itd. Powinniśmy wskazywać odpowiedzialność, obowiązkowość, a nie tylko urocze małe ciuszki. Ten przedmiot to nie tylko seks!

Dzieci rosną, pyskują, mają swoje LEPSZE zdanie. Bo staruchy się nie znają. To norma. I zazwyczaj na tym się kończy. Przez tę zwyczajną, klasyczną drogę rodzic ma obowiązek przeprowadzić dziecko. To jest jego rola. Specjalnie nie mówię o sytuacjach ekstremalnych, wymagających interwencji specjalisty. O tym można przeczytać często, w co drugiej gazecie. Mówię, o tych przeciętnych dzieciach, tych przeciętnie nieprzygotowanych rodziców.

I bynajmniej, nie mówię tu o komisjach zezwalających na posiadanie. To absurd. Polecam myślenie. O sobie i o tym kimś, kogo możemy, ale nie musimy, powołać na świat. Obowiązku posiadania dzieci nie ma.
Drogi rodzicu, nie zapominaj o swojej roli. To nie tylko zarabianie pieniędzy i zabawa z dzieckiem. Ten wpis nie jest pisany z pozycji geniusza, ale czasem widząc otaczająca rzeczywistość… opadają mi ręce. Dziś mi opadły.

 

*Abstrahuje od niemożności posiadania dzieci z winy biologii właśnie.