Na placach zabaw moje ruchliwe dziecko zawsze gdzieś pomyka i jestem skazana na rozmowy. Jakbym się nie opierała, zawsze mnie jakaś kobita dopadnie.

Pani Monika poszła do szkoły o rok wcześniej ponieważ była wybitnie uzdolniona, w toku rozmowy nie bardzo udaje mi się ustalić w jakim zakresie dokładnie, ale słucham. Bardzo szybko zaczęła chodzić, z pieluch zrezygnowała (tak, dobrze czytasz: zrezygnowała) w wieku 6 miesięcy i zaczęła mówić. Oczywiście, nie rozmieniała się na drobne, od razu pełnymi zdaniami. W podstawówce same świadectwa z paskiem, studia z wyróżnieniem, mąż wybitny, praca wspaniała. Dosiadły się jeszcze dwie. Atak z obu stron ławki! Życiorys zaskakująco zbieżny. Trzecia dogaduje z ławki obok. W głowie mam już ułożoną listę zakupów, żeby tego wszytkiego nie słuchać. Po godzinie wymiana. Te na obiad, inne do sklepu. My – trwamy. Nadchodzą inne, suną dalej tropem edukacyjnym i okazuje się, że wszytkie matki miały świadectwa z paskiem, kochały się uczyć. Wieczory do ślubu spędzały w okolicach kanapy lub biblioteki. Macie ten obraz?

Pod byle pretekstem zabieram dziecię pod pachę i uciekam. Nie mam planu, uciekam gdziekolwiek.

Niestety nikt tak cudownie nie wymusza, jak dziecko i już po tygodniu ląduję w tej samej namiastce plaży. Godzina poranna i w piachu siedzą głównie babcie. Jedna z nich opowiada o swojej córce. Ot, tak zwyczajnie. Że z mężem się rozwiodła, że same były, że znów córka to przeżywała i nie wiodło jej sie najlepiej w edukacji. Nie było w tej opowieści ani krzty narzekania, słucham więc z zainteresowaniem. Krok po okroku okazuje się, że to mama pani Moniki. W duchu lekko się uśmiecham. Nie, nie zamierzam się czepiać pani Moniki. Zobaczyłam jaką wartość ma starsze pokolenie.

Narzekamy na te babcie, co nam dzieci rozpuszczają, wiedzą jak lepiej wychować, mają niezawodne sposoby i czasem zwyczajnie są już dość męczące. Babcie mają jednak cudowną cechę. Czestą mają dobrą pamięć. I dość potrafią takiej dorosłej „gwieździe”, wymagającej od swego dziecka cudów, powiedzieć, że ta czwórka z matmy to była okupiona sporą dozą nauki, a i świadectwo nie zawsze miało paski.

Zachęcam do rozmów z matkami. Wasze ułomności pozwolą waszym dzieciom być fajnymi ludzmi, a co to szkodzi, że niedoskonałymi?