Przyjaciółka podesłała zadanie rekrutacyjne. Zadanie ciekawe, pomysłowe. Doceniam.

W opisie grupy docelowej taki babol:

Nie są to jednak typowe „silne i niezależne kobiety” z kotami.

Ja już wiem, że pisał to mężczyzna. Zdanie pachnie facetem. Facetem z psem. Na bank! Sprawdzam… ma psa. Satysfakcja z lekkim uśmiechem pod nosem (pod wąsem byłoby lepiej, ale brak mi tego atrybutu). Szukanie zajęło tylko chwilę, bo pan podkreśla fascynację dość wymagająca rasą psów*.

Ale do meritum.

On myśli o innej grupie kobiet. Tych kroczących codziennie do Mordoru, z dzieckiem, opiekunką, mężem, wakacjami na Teneryfie. Mogą mieć psa-jak rozumiem.

Takim kobietom nie wypada mieć kota. Kot już o czymś świadczy. I ten cholerny cudzysłów! No, ale co z tym kotem? Stereotypowo kociarz to indywidualista. Z drugiej strony to osoba bardziej otwarta na nowe doświadczenia, z wyższym wykształceniem, samodzielna. Czy te kobiety nie są silne i niezależne bez cudzysłowu? Czy ten cudzysłów wymusił kot? Czy na odwrót? Fascynuje mnie ta konotacja.

Czytam badania o kociarzach. Wypadamy nieźle. Nie można się czepiać. Ale, ale jakie wyszukania mi podpowiada google „posiadanie kota może zaszkodzić psychice”.  Prześladowcy. Dyskryminacja. Z psami nie mam takich podpowiedzi.
Oglądam produkt, a właściwie produkty z mini briefa/zadania. Ja. Ja jestem grupą docelową. Z dwoma kotami, pasożytem w postaci dziecka, chłopem, dzieckiem chłopa. Czemu mnie wykluczono? Może już wiedzą, że kupuję już te produkty, że nie mnie muszą teraz przekonać. Tak, to prawda. Może nie dla mnie będzie ten ambient. Możliwe. Tylko po co plączemy w to niewinne zwierzęta jako desygnat mojej siły i niezależności. Skrót myślowy?

Co mnie tak drażni? Konotacja i strach. Czuję strach. Może dobrze? Takich jak ja trzeba się bać.

Baba z dwoma kotami.

 

* Również bardzo je lubię 🙂