Czytając ostatnio różne publikacje dotyczące naprzemiennej opieki w Polsce, nie sposób nie zauważyć, że powtarza się, jak mantrę, zaledwie kilka kwestii i argumentów. Czy rodzice, którzy się rozstaja, powinni się decydować na ten model? Czy zawsze jest najlepszym rozwiązaniem dla dziecka?
Po pierwsze, opieka naprzemienna w Polsce nie jest jako taka rozpoznana prawnie. To nie znaczy, że nie można jej stosować, ale wymaga zgody obojga rodziców oraz przygotowania planu wychowania dziecka.
Po drugie, opiekę naprzemienną stosuje się dużo częściej za granicą niż w Polsce. Szczególnie wskazuje się tu bogate kraje Skandynawii i USA. Znany jest również model trzeciego domu, gdzie kupuje się mieszkanie czy dom dla dziecka i to rodzice się naprzemiennie przeprowadzają.
Po trzecie, dziecko wymaga obojga rodziców. Stwierdzenie, z którym generalnie ciężko się nie zgodzić. Ale, co warto zaznaczyć, obecność rodziców nie musi być naprzemienna i w równej ilości.

Opieka naprzemienna w praktyce

Dziecko, w zależności od wieku, spędza czas po równo, na przemian, u rodziców. Podział liczby dni często zależy od ustaleń opiekunów. Przyjmuje się, że mniejsze dzieci zmieniają miejsce zamieszkania co kilka dni, starsze spędza pół miesiąca u jednego rodzica, pół miesiąca u drugiego.

Opieka naprzemienna i jej zalety

Wrodzone poczucie egalitaryzmu podpowiada nam, że czas spędzany po równo z obojgiem rodziców, to sprawiedliwy podział. Każde z rodziców ma szansę nawiązać relacje z dzieckiem, spędzić cześć ferii, wakacji i świat. Mimo rozstania rodziców, dziecko ma poczucie więzi z obojgiem rodziców. Opieka naprzemienna jest też często wskazywana jako nowoczesna forma podziału, gdzie nie dyskryminuje się ojca, jako gorszego opiekuna.

Opieka naprzemienna ma swoje wymagania

Aby mogła nastąpić, obie strony muszą się zgodzić, co do warunków opieki. Nie zawsze wymagany jest udział sądu – rodzice, którzy rozstają się w dobrych stosunkach mogą ustalić taka opiekę między sobą. Nie wyklucza to również sądowego ustalenia alimentów. Tak, wbrew pozorom mimo, że rodzice zajmują się dzieckiem pół na pół, matka nadal może domagać się alimentów na dziecko.
Wróćmy jednak do wymagań. Jak już wspomniałam, pierwszym jest fakt, że rodzice dochodzą do porozumienia. Opieka naprzemienna jest więc wykluczona w sytuacji, kiedy kłócimy się z byłym partnerem czy partnerka. Wymaga również zaufania i wiary, że obie strony będą robiły co w ich mody dla dobra dziecka. Wyklucza to złośliwości i granie dzieckiem.
Zazwyczaj nie stosuje się opieki naprzemiennej, jeśli rodzice mieszkają w różnych miastach (i nie chodzi o Warszawę i okolice). Dlaczego? Dziecko potrzebuje np. chodzić do jednej placówki edukacyjnej.
Bardzo istotnym elementem opieki naprzemiennej, o którym nie można zapominać, jest fakt, że oboje rodzice powinni wyznawać podobne wartości i modele wychowania. Absolutnie nie uda nam się wychować młodego człowieka, jeśli połowę czasu będzie pod opieką rodzica, który wymaga, nakłada obowiązki i ma pewne zasady, a druga połowę pod opieką rodzica preferującego bezstresowe wychowanie, brak zasad i wolność dziecka. Opieka naprzemienne wymaga więc od rodziców ustalenia wspólnych zasad i rytuałów, do których oboje będą się uczciwie stosować.
Kolejnym wymaganiem jest regularność. Jeśli praca jednego rodzica nie pozwala na stałe kontakty z dzieckiem w odpowiednich przedziałach czasowych, nie można się zgodzić na ciągle przesuwanie rozkładu. Jeśli rodzic zajmuje się dzieckiem od poniedziałku do środy, a potem od środy do poniedziałku, nie można co tydzień proponować że „w tym tygodniu to może ja odbiorę w czwartek, a w przyszłym weź go/ja jednak na weekend, to ja wezmę dwa następne”. Wypadki i zdarzenia losowe się zdarzają, ale dziecko, co do zasady, powinno mieć poczucie stabilizacji.
Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że opieka naprzemienna sprawdza się również w tych rodzinach, gdzie rozstający się rodzice mają do siebie szacunek i wysoką świadomość skupienia na dobru dziecka. System na zmianę nie sprawdzi się, jeśli rodzice będą przeciągali dziecko na swoją stronę lub oczerniali drugiego rodzica. Wtedy przenosiny z domu do domu będą raczej przerzucaniem piłeczki niż wspólnym wychowywaniem dziecka.

Opieka naprzemienna ma też wady

Wśród wielu zalet opieki naprzemiennej nie można zapominać o kilku znaczących wadach.
Po pierwsze, dziecko ma dwa domy, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zarówno dwa komplety ubrań, mebli, zabawek itd, dwa „podwórka” i znajomych, ale także mniejsze poczucie przynależności. Dom, to oczywiście nie kwestia murów, ale ciężko dobrze się czuć przeprowadzając się co rusz miedzy domami. Jest to rozwiązanie zdecydowanie droższe, ale również bardziej wymagające dla dziecka. Trudniej mu utrzymać relacje z rówieśnikami poza szkołą/przedszkolem, ciężko również o spójną tożsamość.
Po drugie, najważniejsze jest dobro dziecka. O ile oboje rodzice interesują się dzieckiem, czego zawsze mu życzę, o tyle trzeba czasem poświęcić swoje racje na rzecz wyższego dobra. Mniejsze dzieci mogą bardzo źle znosić przerzucanie między domami. Brak poczucia „ich miejsca”, potrzeba ciągłych podróży czy niższy stopień przywiązania do osób i rzeczy, może skutkować nie tylko cofnięciem się w rozwoju, ale również lekami czy brakiem poczucia bezpieczeństwa. W takiej sytuacji dla dziecka ważniejsze jest poczucie stabilizacji niż spędzanie czasu z rodzicami po równo.
Po trzecie, rozstający się ludzie nieczęsto są w stanie wznieść się ponad swoje emocje dla dobra dziecka, a już naprawdę rzadko zaraz po rozstaniu. Trudno więc o uczciwa opiekę, jeśli żywimy do byłego partnera czy partnerki negatywne emocje. Nawet jeśli rozstanie nie należy do szczególnie bolesnych, może się okazać, że jeden z rodziców, ten silniejszy (fizycznie lub psychicznie) narzuca drugiemu taka formę opieki.
Po czwarte, źle ustalony system naprzemiennej opieki skutkuje tym, że żaden rodzic nie poczuwa się do odpowiedzialności lub wręcz przeciwnie – oboje rodziców chcą decydować o dziecku jednocześnie, nie rzadko w różnych kierunkach. Wraz z ustaleniem podziału czasu należy również uwzględnić wszystkie inne, istotne elementy wychowania i podejmowania decyzji o dziecku. To również nakłada na rodziców ogromny obowiązek współdziałania na rzecz dziecka. Posiadanie dwóch domów może uczyć nasza latorośl kombinowania i kłamania. Komunikacja rodziców jest więc niezbędna, aby uniemożliwić manipulowania przez dziecko rodzicami. Jest to trudne mieszkając w jednym domu będąc z kimś w związku, jest to więc szalenie trudne, kiedy rodzice się rozstaja.
Po piąte, naprzemienna opieka utrudnia budowanie nowej rodziny. Nasz nowy partner czy partnerka mogą czuć się niekomfortowo mając pod opieką dziecko przez kilka dni w tygodniu – utrudnia to budowanie więzi i buduje poczucie poszarpanej relacji. Może również rodzic pokusę posiadania kogoś na ten czas, kiedy rodzic jest sam, ale nie na czas, kiedy jest dziecko. Jeśli nasz nowy Partner czy partnerka mają swoje dzieci lub zdecydują się na dziecko/dzieci z nami, może to również rodzic konflikty i problemy wychowawcze. Dziecku jest zdecydowanie trudniej zaakceptować nowe dziecko w rodzinie, jeśli spędza z nią tylko część czasu. W przypadku opieki przy jednym z rodziców, gdzie drugi jest rodzicem odwiedzającym, takie zmiany przechodzą dużo lżej.
Po szóste, przerzucanie się dzieckiem może wzbudzać w nim poczucie bycia niechcianym. Dużo trudniej mu wytłumaczyć, że chodzi o sprawiedliwy podział czasu, jeśli dziecko ma wrażenie ciągłych zmian i tego, że żaden rodzic nie chce go na stałe przy sobie.
Po siódme, przywiązanie. Opieka naprzemienna ma zdecydowanie sens, jeśli oboje rodzice są bardzo zaangażowani w życie dziecka i to się nie zmieni. Niestety, doświadczenie pokazuje, że najczęściej ojcowie (choć oczywiście zdarzają się i matki), nawet początkowo żywo zainteresowani dzieckiem po jakimś czasie tracą zapał i zaniedbują latorośl. Mogą również chętniej zaangażować się w nowy związek czy nowa rodzinę, wręcz dyskryminując dziecko z poprzedniego, rozbitego związku. Albo kończy się to zmiana z opieki naprzemiennej na opiekę jedno rodzica albo podtrzymywaniem fasady. Rodzic angażujący się w nowe doświadczenia zostawia dziecko z niania, przetrzymuje długo w placówce opiekuńczej albo, przy większej liczbie dzieci, korzysta z tego, że same się sobą zajmą. W krańcowych przypadkach może również się kończyć tym, że rodzic zapomina odebrać dziecko ze szkoły czy przedszkola, zaniedbuje je czy zachęca do fałszywej samodzielności np. samotnego podróżowania po mieście w niestosownym wieku.
Po ósme, skończmy z mitem, że oboje rodzice są w tym samym stopniu niezbędni do prawidłowego wychowania dziecka. Gdyby tak było, dzieci wychowane przez samotne matki, matki i babcie, samotnych ojców, dziadków, wujostwo itd., a nawet nie rzadko instytucje publiczne byłyby zawsze „uszkodzone” (w ten czy inny sposób). Życie toczy się różnie i tak naprawdę niewiele osób jest wychowanych przez oboje rodziców po równo. Nawet, w tak zwanych normalnych rodzinach, bywa tak, że np. ojciec dużo pracuje albo np. jest marynarzem i nie angażuje się w wychowanie dziecka w przysłowiowych 50%. Czy to oznacza, że takie dzieci są wybrakowane, źle wychowane albo czegoś im w życiu brakuje? A pokolenie naszych babć, gdzie wielu młodych mężczyzn straciło życie na wojnie i wychowywały swoje dzieci albo same były wychowywane przez kobiety? Analogicznie – czy to znaczy, że w parach jednopłciowych, które wychowują dzieci (w samej Polsce jest ich przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy) tym maluchom czegoś brakuje? Jak pokazują wieloletnie analizy prowadzone na tysiącach badanych – takim dzieciom niczego nie brakuje. Dużo ważniejsze od ilości rodziców i ich płci czy koligacji jest to, co dziecko czuje, jak się nim zajmujemy, jak wychowujemy i czy to dla jego dobra. Jak mawia wyświechtany przykład, lepiej mieć jednego kochającego rodzica, niż dwójkę agresywnych alkoholików.

Chociaż opieka naprzemienna wydaje się najwłaściwszym rozwiązaniem dla rozstających się rodziców jest również najtrudniejsza do ustalenia i podtrzymywania. Opiekunowie muszą pozostawać w bardzo dobrych i bliskich kontaktach aż do osiągnięcia przez dziecko dorosłości, aby ten model nie skrzywdził dziecka, a pozwolił mu na wyrośniecie na pewnego siebie człowieka. Taki system może się sprawdzić w przypadku starszego dziecka, które jest bardzo przywiązane do obojga rodziców i odseparowywanie go, od któregoś z nich, wyrządziłoby więcej szkody niż pożytku. Zanim więc będziemy krzyczeć o sprawiedliwym podziale czasu z dzieckiem warto się zastanowić, co jest dla dziecka najbardziej sprawiedliwe i korzystne. Bo to ono jest tu najważniejsze.