Co ja mam? A co mogłabym mieć? Wiadomo, że Bebecar. Kwestia który. Generalnie zgłupiałam i nie dziwię się, że ludzie nie wiedzą, co wybrać. Ja zaczęłam od modelu stelaża, a kolor wyszedł w praniu 🙂
Skończyłam zatem na IP-OP evolution.

Podstawowa zaleta. Jest mały. Kółka pozwalają się przebijać przez śnieg. Budka jest z nowej kolekcji 2013 i jest absolutnie bezgłośna. Wszystkie elementy bardzo łatwo wpinają się w stelaż. Klik i tyle. Myślałam, że będę musiała jakoś nasadzać gondole na stelaż, trafiać precyzyjnie, realia są jednak takie, że właściwie kładzie się gondolkę, a ona wpina się sama. Skrętne kółka można blokować, więc spór z drugą połową – on jeździ na zablokowanych, a ja na odblokowanych, odpada. Najbardziej skomplikowane okazało się dla mnie zainstalowanie parasolki. Ale nie dziw skoro usiłowałam to zrobić z 1/2 części uchwytu. Druga została w domu na stole. I muszę autoironicznie przyznać, że z połową zaczepu nie idzie przyczepić za grosz. Za to można się z siebie pośmiać po spacerze. Informacja dodatkowa: długa parasolka trochę wystaje z kosza, jak już się ją wozi nie tam gdzie trzeba 😛

I teraz najważniejsze Magia. Czyli tkanina. Ustalmy na początku, miotałam się z kolorem wózka. Miotałam to dobre słowo. Stanęłam przed kolorową ścianą Bebecarów i zgłupiałam. Odpadły różowe, bo chłopiec.

Za różowy dla faceta. 😛
Postanowiłam być praktyczna. Dwóch chłopów w domu ustawiło moje priorytety już jakiś czas temu. Ma się nie brudzić. Ba! Nie da się. Ale białe rzeczy odpadły, bo tu po 10 minutach wszytko widać.
I tu mnie Bebecar zaskoczył. Da się! Mam kremowy wózek taki jak na filmiku.
I szok, prawda? Wszytko schodzi nie jest to magia filmu. Ta magiczna tkanina przegrała nawet z efektownym opierdzeniem z wkładką, które trafiło w torbę z tej tkaniny (nie pytajcie jak to się stało… torba była metr od dziecka …). Grunt, że wilgotna ścierka działa tu na wszystko.